Tydzień w Hollywood Print
Saturday, 02 November 2013 06:00

Tydzień w Hollywood

Santa Monica sunsetJesienna pogoda w Polsce wskazuje, że nieuchronnie zbliżamy się do okresu, kiedy wychodzenie z domu będzie wymagało ubrania naprawdę odpowiedniego stroju, który ochroni przed deszczem i zimnem (niektórzy twierdzą, że w ogóle nie należy wychodzić z domu - ale ja uważam, ze to zawsze kwestia stroju). Co prawda złota polska jesień w tym roku była zdecydowanie jedną z najładniejszych w ostatnich latach, ale mimo to myślałem o wakacjach w jakimś ciepłym miejscu.

Propozycja moich przyjaciół z Los Angeles pojawiła się w idealnym momencie - stwierdzili, że nie ma lepszego momentu na odwiedzenie Hollywood niż Halloween. Nie trzeba mnie było długo namawiać - sprawdziłem ceny biletów i kilka godzin później potwierdziłem, że przyjeżdżam.



Przelot 

Nie obyło się bez drobnego stresu - wieczorem, dzień przed wyjazdem linka KLM przesłała informację, że w związku z przewidywanym bardzo silnym wiatrem w Amsterdamie wiele lotów będzie odwołanych. Pasażerów zachęca się również do rozważenia zmiany terminu lotu, co oczywiście można zrobić w tym przypadku bez dodatkowych opłat.
Niestety nie zachowałem "screenshota" z prognozy, ale zwykle prędkość wiatru prognozowana wynosiła do 40 km/h a w dniu wylotu rano przewidywano prawie 90 km/h. Przez ok 6 godzin, w ciągu których miałem zaplanowane jedno lądowanie i jeden start.  


Zarezerwowany przez mnie lot przewidywał dwie przesiadki, w Amsterdamie i Detroit, więc propozycja KLM nawet mnie ucieszyła. Szczególnie, że na kolejny dzień dostępne były miejsca bezpośrednie z Amsterdamu do Los Angeles. Okazało się jednak, że tylko system internetowy pokazuje taką ofertę, a przy próbie rezerwacji wyświetla się błąd. Szybki telefon do KLM w Amsterdamie potwierdził, że mogę dokonać zmiany tylko na przelot na lot z dwoma przesiadkami - w związku z tym zrezygnowałem ze zmiany, licząc na to, że linia lotnicza nie podejmie ryzyka lotu jeśli nie będzie to bezpieczne (oraz ciesząc się w duchu, że nie boję się lata, a turbulencje wręcz lubię).

Na szczęście obyło się bez jakichkolwiek problemów. Poza drobnym opóźnieniem związanym ze zmniejszoną "pojemnością" lotniska w Amsterdamie z powodu wiatru - samoloty lądują i startują wówczas z większymi przerwami, aby mieć większy komfort manewrowania podczas wiatru - oraz z dość mocnym przyziemieniem podczas lądowania (było naprawdę wyjątkowo mocne i poprzedzone 10 minutami turbulencji) lot przebiegał bardzo przyjemnie.

Na lotnisku w Amsterdamie uruchomiono już automatyczne punkty odprawy dla pasażerów z UE posiadających biometryczne paszporty - a więc nie było również kolejek. Urządzenie składa się ze skanera, kamery i bramki. System skanuje stronę naszego paszportu, kamera wykonuje zdjęcie, dane są porównywane i sprawdzane z bazą danych i jeśli wszystko się zgadza to bramka się otwiera. Jak w filmach SF, a to nie jest jedyna ciekawostka jaką zaobserwowałem podczas wyjazdu.