Złote Wakacje
Hotele
| Amsterdam na weekend |
|
|
|
| niedziela, 07 sierpnia 2011 18:21 |
|
Wybieramy kartę obowiązującą przez 48 godzin, za którą płacimy 49 euro.
Po krótkiej podróży autobusem i szybkim rzucie oka na miasto, docieramy wreszcie do hotelu. Wrażenie wywiera na nas już sama recepcja. Jest pełna elegancji, ale nie pozbawiona efektu nowoczesności. Meldujemy się i idziemy na pokoju. Widok z okna może nie zapiera tchu, ale daje dobre wyobrażenie o poziomie życia holendrów. Domy są ładne, zadbane. Vis a vis naszego okna jest przykuwający uwagę, oszklony taras z podwyższeniem, na którym znajduje się stół i ustawione wokół krzesła. Latem musi być tu przyjemnie.
Na własne oczy oglądamy tu słynne płótna takie jak „Piętnaście słoneczników”, „Jedzący kartofle”, „Pokój van Gogha w Arles” i obraz uważany za jeden z ostatnich w karierze malarza, namalowany na krótko przed śmiercią, czyli „Pole pszenicy z krukami”.
Podczas pobytu w muzeum mamy możliwość dokupienia specjalnego audio przewodnika. Wyjaśnia on genezę i historię powstania poszczególnych obrazów. Jego koszt to 5 euro. Całe muzeum zlokalizowane jest w dwóch budynkach. Budynku głównym i dobudowanym "skrzydle wystawowym". W starszej części głównej znajduje się stała ekspozycja. Jak się okazuje, skrzydło wystawowe dostępne jest dla zwiedzających dopiero od roku 1999. Poza wystawą obrazów, znajduje się tu także restauracja, sklep i sala przeznaczona do prezentacji. W tej ostatniej znajdujemy książki i komputery z dostępem do Internetu. Dowiadujemy się także, że Muzeum Van Gogha oprócz części wystawowej zajmuje się również działalnością naukowo-badawczą i edukacyjną. Na zwiedzaniu spędzamy około 3 godzin. Ponieważ w trakcie wycieczki wszyscy trochę zgłodnieliśmy, decydujemy się na zjedzenie lokalnego przysmaku. Tuż obok wyjścia z muzeum kupujemy tradycyjną kanapkę z holenderskim śledziem -„haring”. Jest dobra; oczywiście pod warunkiem, że nie mamy awersji do śledzi.
|





Holandia już od dawna zajmowała jedną z pierwszych pozycji, na liście miejsc, które od zawsze chcieliśmy odwiedzić. Dlatego, podczas pierwszej nadarzającej się okazji, skorzystaliśmy z możliwości spędzenia weekendu w największym mieście krainy wiatraków, czyli w Amsterdamie. Wylot z Warszawy, planowany na godzinę 06:05 odbył się bez jakichkolwiek opóźnień. Korzystamy z linii KLM. Sam lot jest raczej przyjemny i przebiega bezproblemowo. Na miejscu jesteśmy dokładnie o 08:10 rano. Przed przystąpieniem do zwiedzania miasta, jeszcze w trakcie pobytu na lotnisku, decydujemy się kupić kartę CitiCard. Umożliwia ona wejście do muzeów i pozwala korzystać z komunikacji miejskiej w Amsterdamie.






















